nie dla bandytów maltretujących zwierzęta

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2211506798948593&set=pcb.2211507762281830&type=3&__tn__=HH-R&eid=ARC7VGAlYfQPmDcMX12qLu14XjpRnVmNSxZi9koOLW1d6_Z_2 https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid025m6iMu7BoUXdVGuGGmD56dtoKaxYaeGNyJbcMoYtka3LyCbs7qFPDWUznvRLJoonl&id=100010113253381 W zależności od sytuacji, z jaką mamy do czynienia, powinniśmy się zachować w określony sposób. Nie zawsze bezpośrednia reakcja jest niezbędna. Czasem wystarczy zawiadomić stosowne instytucje. Pamiętajmy, że wszystkie formy znęcania się nad zwierzętami są niedopuszczalne. Maltretowanie zwierząt to wciąż zjawisko bardzo Zobaczyłem to zdjęcie i mnie wstrząsnęło. Jest rok 1918, to żołnierze oddający hołd 8.000.000 koniom, które zginęły podczas I wojny światowej NIE DLA BANDYTÓW MALTRETUJĄCYCH ZWIERZĘTA!!! / NOT FOR THUGS WHO HURT ANIMALS! Przypominamy Regulamin : NIE DLA BANDYTÓW MALTRETUJĄCYCH ZWIERZĘTA!!! 1. Wchodzisz na grupę na własną nomor telepon four points by sheraton surabaya. Zaostrzenie kar za znęcanie się nad zwierzętami nie przyniosło żadnych rezultatów. Nie zmniejszyła się liczba przestępstw przeciwko zwierzętom, a sprawcy tych czynów najczęściej pozostają bezkarni. Sebastian L. z Kudowy-Zdroju zastrzelił dwa bawiące się na łące psy, golden retrievery. Tak po prostu, dla rozrywki. I z pełną premedytacją – bo kiedy zobaczył psy bez właścicieli, najpierw zadzwonił do swojego kolegi, przewodniczącego Koła Łowieckiego Granica i zgłosił, że idzie na polowanie. Potem pojechał do domu, po strzelbę i 14-letniego syna. Wrócił i na oczach dziecka urządził sobie safari. Do każdego z psów oddał po dwa strzały. Świadkowie zeznali, że zwierzaki nie były agresywne. Mieszkały w tej okolicy i często je widywali. Sąd w styczniu skazał myśliwego na 2 tys. zł grzywny oraz 3 tys. zł nawiązki, w części zwolnił go także z kosztów sądowych. Nie orzekł przepadku broni, którą dokonano przestępstwa, mimo że wnioskował o to nie tylko oskarżyciel posiłkowy, organizacja Ekostraż, ale także prokurator. Sędzia wyraził nadzieję, że nałożona kara grzywny spowoduje, iż oskarżony zastanowi się następnym razem i nie użyje broni w analogicznej sytuacji. Zaledwie kilka minut później obrońca oskarżonego oświadczył, że myśliwy w dalszym ciągu uważa, że postąpił słusznie. – Składamy apelację – mówi Dawid Karaś z Ekostraży, organizacji, która jest oskarżycielem posiłkowym w tej sprawie. – Zanim on znowu zastrzeli komuś psa. Ze szczególnym okrucieństwem Sebastian L. zapewne uważa, że miał pecha. Większość sprawców przestępstw przeciwko zwierzętom w ogóle nie trafia na salę sądową. – Zaledwie w 19 proc. spraw sporządzany jest akt oskarżenia – mówi Dawid Karaś. Tak wynika z monitoringu organów ścigania i sprawiedliwości, jaki Ekostraż prowadzi w ramach projektu „Niech zwierzęta mają prawa”. Statystyki MSW za 2014 r. mówią o 2,2 tys. wszczętych postępowaniach, w wyniku których stwierdzono popełnienie przestępstwa w 1,5 tys. spraw. Zarzuty postawiono 818 sprawcom, co oznacza, że prawie dwie trzecie umorzono lub nie stwierdzono znamion czynu zabronionego. Ale jest jeszcze gorzej: dane MSW nie uwzględniają odmów wszczęcia postępowania. A tych jest równie dużo co umorzeń. Myśliwi, którzy oskórowali żywego jeszcze jelenia, postrzelonego w trakcie legalnego polowania, także do sądu nie trafili. Chociaż policja dostała film, na którym widać, jak mężczyźni kopią ranne zwierzę, a gdy jeleń wierzga, zamiast go dobić, zaczynają z niego zdejmować skórę. Pierwsze nacięcia przy pysku – a wszystko nakręcone telefonem przez nieletniego, prawdopodobnie syna jednego z myśliwych. Chłopak pochwalił się makabrycznym doświadczeniem na YouTube. Postępowanie jednak umorzono. Organizacja Ludzie Przeciw Myśliwym, która wnioskowała w tej sprawie, zaskarżyła decyzję prokuratury do sądu. Który, opierając się na opinii biegłego, uznał, że umorzenie było zasadne. Biegły stwierdził, że „zwierzę jeszcze żyło, ale było w agonii”. I dalej: „możliwe, że świadomość zwierzęcia była bardzo ograniczona”, a w związku z tym „nie można jednoznacznie stwierdzić, czy odczuwało ból”. Jeżeli już uda się doprowadzić do postawienia zarzutów i przepchnąć sprawę do sądu, wyroki jednych oburzają, innych rozśmieszają. Znowelizowana pięć lat temu Ustawa o ochronie zwierząt przewiduje za znęcanie się nad zwierzęciem karę do dwóch lat więzienia. A gdy sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem – nawet do trzech lat pozbawienia wolności. Najczęściej jednak sądy orzekają wyroki w zawieszeniu lub tylko kary finansowe, w dodatku nie najwyższe. – Wyrok więzienia z zawieszeniem nie jest żadną karą, bo nawet jeżeli sprawca popełni podobny czyn w okresie zawieszenia, to nie stanie tak szybko przed sądem – mówi Dawid Karaś. – Postępowania ciągną się latami. Pierwszą bezwzględną karę pozbawienia wolności zasądził w grudniu 2012 r. sędzia Konrad Gwoździewicz, któremu po tej sprawie miłośnicy zwierząt na portalu społecznościowym założyli specjalny fanpage z podziękowaniami. Skazał mieszkańca Oświęcimia na rok pozbawienia wolności, dokładając 10-letni zakaz posiadania zwierząt, za to, że z premedytacją wyrzucił swojego psa, maleńkiego yorka, przez okno, na betonowy chodnik. To, że wyrzucał po pijanemu, nie było dla sędziego okolicznością łagodzącą. A niestety, zazwyczaj pijani dręczyciele zwierząt mogą liczyć na większą wyrozumiałość. Jak zapewne będzie w przypadku Mieczysława K. z Pławna (gmina Strzelin), który pobił swojego psa deską pełną gwoździ. Sąd podczas rozprawy przyjął opinię biegłego, że mężczyzna w chwili zadawania ciosów zwierzęciu był niepoczytalny, ponieważ był pod wpływem alkoholu. Oznacza to, że można zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Trzeba wyjątkowo okrutnego czynu, by sąd zdecydował się zamknąć w więzieniu oprawcę (więzienia przepełnione i sędziowie mają tego świadomość). Kogoś takiego jak student z Wrocławia Damian P., który koty, szczury i kury prał w pralce albo piekł żywcem w piekarniku. Sąd uznał, że tylko izolacja od społeczeństwa jest właściwą karą. I gwarancją, że sadysta nie zrobi nikomu krzywdy. Damian P. został skazany na dwa lata. O surowej karze prawdopodobnie zadecydowało to, że ofiar chłopaka było więcej i że torturował je dla przyjemności. Bo kiedy 17-letni Kamil L. z premedytacją skatował niespełna rocznego szczeniaka (chłopak bił zwierzę, kopał, przypiekał), dostał dwa lata w zawieszeniu na pięć i 500 godzin pracy w schronisku dla zwierząt, a sąd apelacyjny uznał, że to zbyt surowo, zmniejszył karę i uchylił nakaz pracy w schronisku. – Po pięciu latach od znowelizowania ustawy wyraźnie widać, że zaostrzenie kar za znęcanie się nad zwierzętami nie odniosło wielkiego efektu – mówi Cezary Wyszyński z Fundacji Viva! Akcja Dla Zwierząt. – Nawet jak ktoś dopuści się czynów makabrycznych, np. podpalenia kota żywcem, wydłubania mu oczu, to dostaje karę w zawieszeniu. Kilka pojedynczych sukcesów, dosłownie wyszarpanych na salach sądowych przez organizacje zajmujące się ochroną zwierząt, to za mało, by mówić o poprawie sytuacji. Widać to w statystykach Ministerstwa Sprawiedliwości. W 2010 r., przed nowelizacją ustawy, sądy skazały 570 sprawców przestępstw wobec zwierząt. Z czego 246 na kary pozbawienia wolności, ale kar bezwzględnych, czyli bez zawieszenia, było tylko 36. Cztery lata później skazanych zostało 571 osób, 309 na karę więzienia, z czego bez zawieszenia tylko 32. Za kraty trafiają zatem nieliczni. Często sprawcy kilku przestępstw. Kaci zwierząt, którzy z tym samym okrucieństwem znęcają się nad swoją rodziną. A niekiedy jest to zupełnie inna kategoria czynu. Tak było w przypadku Karola Urygi, który swojego psa skazał na śmierć głodową, przywiązując go do kaloryfera. Gdy do mieszkania weszła policja, szukając narkotyków, znalazła zmumifikowane zwłoki, wciąż przytroczone do grzejnika. 29-letni mężczyzna usłyszał karę ośmiu miesięcy więzienia za zabicie zwierzęcia w tak okrutny sposób (biegli stwierdzili, że agonia trwała kilkanaście dni) i sześciu miesięcy za narkotyki. Sąd zezwolił także na ujawnienie wizerunku i nazwiska. Kary dla oprawców W dodatku znienawidzone przez obrońców zwierząt „zawiasy” to już przeszłość. Nowelizacja Kodeksu karnego z lipca ubiegłego roku obliguje sędziów do stosowania kar wolnościowych – grzywien, nawiązek, kar ograniczenia wolności, obowiązku pracy. Jednocześnie wprowadzono ograniczenie w możliwości zawieszenia kary pozbawienia wolności – wcześniej można było zawieszać kary pozbawienia wolności w wymiarze do lat dwóch, obecnie tylko do roku. Co więcej, z praktyki sądowej ostatnich miesięcy wyraźnie widać, że rzadziej orzekane są (w przypadkach spraw mniejszej wagi, a za takie w polskim wymiarze sprawiedliwości uchodzą przestępstwa przeciwko zwierzętom) kary pozbawienia wolności. A z całego arsenału kar wolnościowych sędziowie najczęściej wybierają finansowe. Bo ograniczenie wolności czy obowiązek pracy na rzecz stowarzyszenia działającego na rzecz ochrony zwierząt nakładają na organy ścigania i wymiar sprawiedliwości dodatkowe obowiązki. Trzeba przecież tego pilnować. – To nie ma większego sensu – twierdzi prof. Andrzej Elżanowski. – Wszyscy wiemy, że nie surowość kary, a jej nieuchronność jest istotna. Poza tym zwierzęcy kaci najczęściej wygrywają z nami w prokuraturze i na policji. To prawdziwe wąskie gardło. A żeby to zmienić, trzeba inaczej zdefiniować przestępstwo, zamiast „znęcania”, które implikuje świadomy zamiar sprawcy, zapisać w ustawie np. „niehumanitarne traktowanie”. Dlatego część organizacji prozwierzęcych opowiada się za dalszym zaostrzeniem kar dla oprawców. Pod petycją do Sejmu podpisało się już ponad 100 tys. internautów. Surowsze kary postulują też autorzy kolejnej nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt z Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Nowelizacja jest szeroka i proponuje radykalne zmiany. Jak choćby zakaz uboju rytualnego, hodowli zwierząt na futra, wykorzystywania dzikich zwierząt w pokazach cyrkowych, prowadzenia schronisk przez biznesmenów czy wprowadzenie powszechnego obowiązku chipowania oraz definicji psa i kota rasowego, po to by zlikwidować tzw. pseudohodowle, co nie udało się przy poprzedniej nowelizacji. Nowelizacja w Sejmie zdominowanym przez PiS ma spore szanse. Wielu polityków tej partii ma poglądy zdecydowanie prozwierzęce, jak choćby wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który jeszcze w kampanii deklarował chęć zaostrzenia kar za znęcanie się nad zwierzętami, czy wiceminister kultury Krzysztof Czabański. W projekcie poselskim nie ma mowy o „świadomym znęcaniu”. Wykreślono przymiotnik. Jednak prof. Elżanowski twierdzi, że to nie wystarczy. Bo dziś sytuacja wygląda tak, że właściciel wychudzonego, zaniedbanego, nieleczonego zwierzęcia nie będzie miał postawionych zarzutów. Policja za dobrą monetę przyjmuje wyjaśnienia o niewiedzy czy braku pieniędzy. – Coraz częściej w takich przypadkach rezygnujemy z zawiadamiania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa – mówi Dawid Karaś. – Bo jak złożymy doniesienie, a organy ścigania uznają, że nie popełniono przestępstwa, to taki człowiek dostaje potwierdzenie, że postępuje właściwie. Ale to się musi zmienić. Nie ma w Polsce obowiązku posiadania zwierząt, jak ktoś nie ma pieniędzy na to, by zapewnić zwierzęciu dobrostan. Policja i prokuratura nie dopatrzyły się np. znęcania w tym, że myśliwy przez 18 lat przetrzymywał dzika, tresując na nim swoje i kolegów myśliwych psy, by wyrobić w nich agresję. Pokąsanego i znerwicowanego staruszka co prawda mu odebrano i umieszczono w Pogotowiu Leśnym w Mikołowie, ale na myśliwym ciąży wyłącznie zarzut bezprawnego przetrzymywania zwierzyny łownej. A to wciąż wykroczenie, nie przestępstwo. Krążąca po sieci publikacja w sposób nieprawdziwy omawiała działania australijskich władz w kwestii ochrony zwierząt.[AKTUALIZACJA W reakcji na naszą analizę, portal Kochamy Zwierzaki naniósł w swoim artykule poprawki, które poskutkowały wyeliminowaniem z niego nieprawdziwych treści. Zaktualizowany artykuł znaleźć można pod tym przedstawiamy pierwotną wersję analizy:8 stycznia 2020 r. na Facebooku na profilu Kochamy Zwierzaki udostępniony został artykuł sugerujący, że małe kangury i koale, które przeżyły pożar w Australii, mają zostać zastrzelone. Został on następnie udostępniony na Facebookowych grupach, takich jak NIE!!!DLA BANDYTÓW MALTRETUJĄCYCH ZWIERZĘTA!NIE!!!DLA BANDYTÓW MALTRETUJĄCYCH ZWIERZĘTA!a także w grupie Służba ze Świętym Michałem Archaniołem Kościołowi w Polsce i na ze Świętym Michałem Archaniołem Kościołowi w Polsce i na świecieOryginalny post na profilu Kochamy Zwierzaki zyskał olbrzymią popularność, czego wyrazem było ponad 3 tysiące udostępnień, ponad 500 reakcji, ponad 900 internautów dominowało niezadowolenie:O matko zginęło już pół miliarda zwierząt są to ogromne straty jeszcze po tym co te zwierzątka przeżyły je uśmiercać. Uważam, że na pewno są też inne rozwiązania, można np. młode oddać do adopcji są to gatunki wymierające trzeba o nie zadbać żeby przetrwały, a nie je jeszcze dobijać To jest właśnie podejście się tylko kasa i ich może tego co wpadł na ten świetny pomysł z uśmiercaniem powinno się wepchnąć do lasu i kazać mu na ślepo się wydostać z płonącego się jednak także głosy sceptyczne, wyrażające wątpliwości do do wiarygodności przedstawionej informacji:Nie komentując szokującej treści, muszę zweryfikować jej treść! Czy nie nagina to jest udokumentowane, fotkami z FB, prywatnymi domysłami czy chęcią nabijania postów na FB ?Powiedzcie że to fake news ?.W tekście czytamy: Strażacy pracujący na miejscu znaleźli i wciąż znajdują liczne przestraszone i cierpiące zwierzęta. Do tej pory wszystkie były przewożone do klinik, gdzie otrzymywały pomoc. Rząd wprowadził w życie dokument zwany Wiktoriańskim Planem Reagowania na Dzikie Zwierzęta Dotknięte Pożarem. Nie obejmuje on jednak wszystkich stworzeń. Zaleca, aby małe, osierocone zwierzęta, które karmione są jeszcze mlekiem matki, znajdujące się w strefie pożarów, uśmiercać. Rząd uzasadnia tę decyzję, twierdząc, że te małe stworzenia wymagają opieki długoterminowej i nie mogą zostać wypuszczone samodzielnie na przyjęty przez rząd australijski ma również opisywać metody uśmiercania, do którego powinno dojść poprzez, śmiertelny zastrzyk, tępe, wymuszone uderzenie lub publikacji powołuje się w źródle na artykuł zamieszczony na anglojęzycznym portalu Australia każe zabijać uratowane zwierzęta?Dokument, o którym mowa w artykule, to Victorian Emergency Animal Welfare Plan, opracowany przez Department of Environment, Land, Water and Planning (Departament Środowiska, Ziemi, Wody i Planowania) australijskiego stanu Wiktoria. Nie jest to więc dokument rządu centralnego, a administracji szczebla stanowego. Australia podzielona jest na sześć stanów, z których każdy ma własną konstytucję i temu, co twierdzi autorka artykułu, Victorian Emergency Animal Welfare Plan nie został przyjęty w reakcji na wybuch katastroficznych pożarów. Jest to bowiem dokument pochodzący z października 2019 roku. Jego celem, jak wskazują autorzy, jest opracowanie awaryjnego planu działań, reguł i zasad obowiązujących społeczność stanu Wiktoria, włączając w to służby ratunkowe, a także służby zajmujące się zwierzętami, w razie nagłych wypadków, klęsk żywiołowych itp. W przypadku, gdyby zaistniała jedna z wymienionych sytuacji, dokument ten koordynuje podejście do kwestii zarządzania dobrobytem rozdziale drugim (Purpose and scope, Cele i zakres) zdefiniowane zostały działania, jakie podejmują służby wspierające dobrobyt zwierząt. Są to planowanie działań związanych ze zwierzętami w razie nagłych wypadków,zarządzanie dyslokowanymi i przemieszczonymi zwierzętami, monitoring dobrobytu zwierząt, wsparcie weterynaryjne, eutanazja, ubój i wywóz,dostarczanie żywności, paszy i wody, Wytyczne odnoszące się do zarządzania dobrobytem zwierząt przez służby znajdujemy z kolei w rozdziale szóstym: Animal welfare support services (Formy wspierania dobrobytu zwierząt). W punkcie zamieszczone zostały szczegółowe zasady regulujące kwestię uśmiercania zwierząt w razie wystąpienia nagłego wypadku lub klęski żywiołowej: Osoba odpowiedzialna za zwierzęta jest zobowiązana zorganizować humanitarną eutanazję lub ubój zwierząt dotkniętych katastrofą, gdy zwierzęta będą cierpieć, jeśli pozostaną przy życiu lub gdy zwierzęta mają niewielkie lub żadne szanse na przeżycie. DJPR (Department of Jobs, Precincts and Regions, Departament Pracy, Obwodów i Regionów – przyp. Demagog) będzie pomagać w humanitarnej eutanazji lub uboju zwierząt, gdy osoba odpowiedzialna nie może lub nie podejmie niezbędnych działań w celu złagodzenia cierpienia swoich zwierząt. DJPR będzie współpracować z RSPCA (Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals – Królewskie Towarzystwo Przeciwdziałania Okrucieństwu wobec Zwierząt – przyp. Demagog) i samorządem lokalnym w celu określenia zakresu działania odpowiednio przeszkolonego i wyposażonego urzędnika, upoważnionego przez Prevention of Cruelty to Animals Act (POCTA) (Ustawa o zapobieganiu okrucieństwa wobec zwierząt – przyp. Demagog) do pomocy przy tych działaniach. Tam, gdzie to możliwe, eutanazja odbędzie się w porozumieniu z osobą odpowiedzialną za dotknięte zwierzęta. W sytuacjach, w których nie można znaleźć właścicieli lub są oni nieobecni, zgodnie z POCTA przewidziano możliwość natychmiastowej eutanazji. DELWP odpowiada za zarządzanie oceną i leczeniem lub eutanazją dzikiej przyrody podczas i po nagłym wypadku. Podejmie się tego załoga terenowa podczas incydentu lub lekarz weterynarii w ośrodku segregacji lub prywatna klinika weterynaryjna. Podczas, gdy zabijanie rodzimej przyrody jest zabronione na mocy ustawy (…), zarejestrowani lekarze weterynarii i odpowiednio upoważnieni urzędnicy mogą dokonać eutanazji dzikich zwierząt zgodnie z POCTA. Metody usypiania zwierząt muszą być humanitarne. Wskazówki dotyczące akceptowalnych metod są dostępne w odpowiednich kodeksach lub normach dotyczących dobrostanu, które można znaleźć na stronie internetowej z Victorian Emergency Animal Welfare Plan, dopuszczalne jest uśmiercenie zwierząt, gdy będą one cierpieć, jeśli pozostaną przy życiu, lub gdy mają niewielkie lub żadne szanse na przeżycie. Nie jest więc prawdą, że dotyczy to zwierząt małych, osieroconych, które karmione są mlekiem matki, ze względu na to, że wymagają one opieki długoterminowej. Publikacja wprowadza zatem poważnie w błąd, zniekształcając obraz całej sytuacji. Do sprawy fake newsa odniosły się również władze. Departament Środowiska, Ziemi, Wody i Planowania w oficjalnym oświadczeniu stwierdza jednoznacznie, że pojawiające się w mediach doniesienia o regulacjach zmierzających do likwidacji wszystkich dzikich zwierząt, są kategorycznie nieprawdziwe. W oświadczeniu czytamy:Naszym priorytetem, tam gdzie to możliwe, zawsze będzie ratowanie życia w pierwszej kolejności, jednakże musimy przyznać, że w niektórych przypadkach najbardziej ludzką opcją, aby uniknąć przedłużania cierpień poszczególnych zwierząt, jest eutanazja. Chodzi o dobrobyt zwierząt i nie będziemy niepotrzebnie przedłużać bólu lub cierpienia zwierząt, które zostały poważnie dotknięte przez pożary. Nasze podejście do opieki nad zwierzętami zostało wypracowane z ekspertami w sposób istotny wprowadza więc w błąd czytelnika. Australijski rząd nie wprowadził bowiem żadnych nowych regulacji odnośnie traktowania zwierząt w następstwie pożarów, ani też nie zaleca uśmiercania młodych zwierząt. Obowiązujące przepisy uzależniają ich eutanazję od poważnego cierpienia lub bólu zwierzęcia, które ma niewielkie lub zerowe szanse na przeżycie. Cały proces prowadzony jest we współpracy ze służbami weterynaryjnymi i jest monitorowany przez członków organizacji przeciwdziałającej okrucieństwu wobec zwierząt. Z akaz hodowli zwierząt futerkowych w Polsce to jest przede wszystkim kwestia stosunku do zwierząt, kwestia serca i litości wobec zwierząt, którą każdy porządny człowiek powinien (…) w sobie mieć” – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński w słynnej wideo-wypowiedzi dla fundacji »Viva!«. Taki zakaz znalazł się w nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, którą przygotowali w 2017 roku. Projekt zawierał następujące zmiany:zakaz chowu i hodowli zwierząt na futra (lisa pospolitego i polarnego, norki amerykańskiej, tchórza, jenota oraz nutrii – spod zakazu wyłączono tylko królika);zakaz trzymania psów na łańcuchach (od 2022);zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach;zakaz transportu ryb bez wody;zakaz uboju rytualnego na eksport;wprowadzenie kategorii psów i kotów rasowych – w celu wyeliminowania pseudo-hodowli;podwyższenie kary z dwóch do czterech lat za znęcanie się nad który to zrobiłeś – znajdziemy cię! Wstrząsające incydenty, ale koniec z bezkarnością dla bandytów maltretujących Jarosława Kaczyńskiego jest święte, a partia wykonuje wszystkie jego decyzje…. Miało nie być hodowli lisów i norek na futra, wykorzystywania zwierząt w cyrku, a psom miano w końcu zerwać łańcuchy. Nic takiego jednak się nie stało. Dlaczego Jarosław Kaczyński się wycofał ?Garstka futrzarzy zabija nad Wisłą około 10 milionów norek rocznie(eksport w hodowli zwierząt futerk. Największy opór wzbudziły plany delegalizacji hodowli zwierząt na futra. owych – w 2016 r. wyniósł on, wg GUS, ok. 1,3 mld zł.).Świat popełnia zbiorowe samobójstwo. Nie zabijajcie moich dzieci! Słuchajcie Grety Thunberg. Nic więc dziwnego, że wszelkimi sposobami usiłują oni wpłynąć na zatrzymanie procesu legislacyjnego. fot. ministra Ardanowskiego na imprezie z „królem norek” Rajmundem Gąsiorkiem. Zakazowi byli bezwzględnie przeciwni obydwaj ministrowie rolnictwa w rządzie PiS: Krzysztof Jurgiel i jego następca Jan Krzysztof Ardanowski. Ale nie tyko…Oburzenie wyraził również w maju 2018 roku o. Tadeusz Rydzyk. JAK ŚMIECIE !!! Młodzi ludzie zaczynają rozumieć waszą zdradę i nie pozwolimy wam od tego uciec – Greta Thunberg„Gdy słyszę o pomyśle zakazu hodowli zwierząt futerkowych, pytam: gdzie ja jestem? Może niedługo zakażą hodowli kurczaków? […] Działania wymierzone w hodowców zwierząt futerkowych są dla mnie nienormalne” – mówił w wywiadzie dla portalu takie zaangażowanie i troska ojca redaktora ? Otóż Szczepan Wójcik, jeden z największych w Polsce i najbardziej wpływowych przedstawicieli hodowców norek , to dobrodziej uczelni obsypujący środowisko Radia Maryja “darami serca”… Szczepan Wójcik jest sponsorem “dzieł” o. Rydzyka, więc redemptorysta dziękował też za żywą gotówkę, nadając mu tytuł “mecenasa”. Wójcik dostał z rąk o. Rydzyka medal Pro Ecclesia et Patria (“dla Kościoła i ojczyzny”).Gratulacje złożyli mu prezydent i prezes wilka. Dlaczego Miko i Kosy musiały zginąć cz chronić swój biznes Wójcik zawarł sojusz z o. Rydzykiem. Przed dwoma ostatnimi wyborami nakręcił filmy o “ideologii gender”. Film “Zmierzch: Ofensywa ideologii gender” emitowała TV Trwam kilka razy tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. A przed wyborami do Sejmu telewizja o. Rydzyka puściła jego film “Gender – tęczowa rewolucja”. Oba filmy de facto mobilizowały konserwatywny elektorat – a więc PiS – do Duda pogratulował laureatowi medalu, czyli właśnie Wójcikowi. W liście prezydent napisał: “Chcę też wyrazić uznanie dla mecenasów uczelni, którzy w tym wyjątkowym dniu otrzymają medale Pro Ecclesia et Patria. Wszystkim z państwa dziękuję za to, że razem współtworzą państwo to wyjątkowe dzieło harmonijnie, łącząc realizację celów kształceniowych z pogłębioną formacją duchową i patriotyczną”.Podobne gratulacje złożył Jarosław Kaczyński, który cieszy się w liście do o. Rydzyka, że“odparliśmy zmasowany atak zjednoczonych sił liberalno-lewicowych”. “Państwu, którym zostaną wręczone medale Pro Eclesia et Patria , gorąco gratuluję tych zaszczytnych wyróżnień” – dodał prezes wilka. Dlaczego polscy myśliwi straszą złym wilkiem ? Jaka kasa za tym stoi? Część II Wójcik , reżyser całej operacji lobbingowej i źródło jej finansowego wsparcia , jest też informatykiem…Okazuje się, że większość kont, których antyzwierzęcymi tweetami podpierano się między innymi w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” w TVP w odcinku poświęconym nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – była fałszywa. Emisja programu miała miejsce 30 listopada 2017Dziennikarz „Gazety Polskiej” Wojciech Mucha zdemaskował twitterowe konta krytykujące obrońców praw zwierząt, a wspierające lobby. Dziennikarz obnażył wielki Mucha przedstawia wyniki jej następujące konta:igorkwiatkowsk2, a_rudzynska, jab_nikol, JagaPiatek, j_tomaszek, Kuszyczek86, MatDom80, SebastianCieli2, SkowronekPati, WojtRambalski, Szczepaniak89, emikra79, Pietrz85Kinga, BartekSobcz, GabiPaw, OwackaAneta, PWilklas, WerDoma92, AleksanderJani7, 88Kruk, gaja_85, MarPaw75, SzymanekB, Holubar_, LysikG, tyk0_tyk, AndrzejGrala. 8 z nich założono tego samego dnia – 10 października, 22 między początkiem października a 26 w ciągu dwóch miesięcy przed datą wiemy, że to boty?Aktywność kont, których profutrzarskie wpisy udostępniono na ekranie podczas programu TVP, zbadano za pomocą algorytmu doktora Michaela W. Kearneya z uniwersytetu w Missouri (bada on zachowania „botopodobne” – analizuje użycie hasztagów, wielkich liter, liczbę obserwujących w stosunku do obserwowanych itp.). Metoda dra Kearneya ma dokładność na poziomie 93%, innymi słowy myli się rzadziej niż 7 razy na 100. Zgodnie z tym algorytmem prawdopodobieństwo, że każde z tych kont jest botem, wynosi ponad 90%.Oczywiście nie wszystkie tweety przeciwników zakazu pochodziły z analizowanych kont. Emitowano także wpisy “prozwierzęcych” wolontariuszy. Co jednak ciekawe, w dyskusji na ekranie głos zabrali także brat i bratanica Andrzej Piątaka – oskarżanego o dręczenie norek hodowcy i b. posła Ruchu Paliktota – którzy nazywali przyjaciół zwierząt „ekoterrorystami”. Gdyby jednak nie zautomatyzowane wpisy, widz nie miałby wrażenia „polaryzacji dyskusji” i poparcia dla hodowców…Teoria spiskowa ? niestety nie…Prócz tego dziennikarz podparł się stroną – która generuje wykresy aktywności wybranych kont. Dla każdego oryginalnego użytkownika wykres jest unikatowy – jednak dla badanych 14 kont były one niemal tym nie koniec zbieżności. Około 40% osób obserwowanych przez te konta się powtarza. Służą one także do nagłaśniania w sieci związanej z przemysłem futrzarskim akcji respectUs. W badanych 200 wpisach każde z kont użyło hasztagu #respectUs 76-78 kim są ludzie na obrazkach?Na zdjęciach użytkownicy udający „prawdziwych zwolenników hodowli” wyglądają jak „typowi Kowalscy”. By poznać prawdę, sprawdzono internet. Wyniki są zaskakujące. Dla przykładu użytkownik Kinga Pietrzak (@Pietrz85Kinga) używa zdjęcia z rosyjskiej strony z reklamami prostytutek. Wyników z Rosji jest więcej…A może to wszystko przypadek?Ktoś może twierdzić, że to teoria spiskowa. Jednak analiza aktywności 19 podejrzanych kont i 456 wrzuconych przez nie tweetów wspierających futrzarzy i atakujących przeciwników zabijania zwierząt wykazała, że w 344 powielane treści się powtórzyły Wśród treści powtarzających się w aktywności wszystkich kont, 244 razy były one powielane dokładnie w tej samej kolejności przez wszystkie konta. Prawdopodobieństwo zaistnienia takiego zdarzenia wynosi tyle, ile… wygranie 31 razy z rzędu w totolotka przez tę samą osobę. .Nie ma więc wątpliwości, że analizowani „zwolennicy hodowli” są „zarządzani” z jednego miejsca i wykorzystywani do tworzenia fałszywego obrazu debaty wokół projektu ustawy o ochronie zwierzątJaki z tego wniosek? Jeśli można tak działać w przypadku hodowli zwierząt futerkowych, można i przy Jarosław Kaczyński kocha zwierzęta, ale jak widać zmienia poglądy jeśli w grę wchodzą pieniądze i interes polityczny.

nie dla bandytów maltretujących zwierzęta